poniedziałek, 8 czerwca 2009

Ateista i sens życia

Artykuł pochodzi z portalu Racjonalista.pl

Autor: Andrzej Koraszewski

Z sensem życia jest tak jak z Panem Bogiem, nikt go nie widział, ale niektórzy go czują, a inni czują jego brak (jeszcze inni wcale się nad tym nie zastanawiają, a często jedna i ta sama osoba przemieszcza się z jednej grupy do drugiej). Można również sens życia porównać do zapłonu w silniku spalinowym, jak iskra podawana jest równomiernie to silnik ciągnie, ale jak przerywa to wpadamy w depresję. Napęd tego poczucia sensu życia może być religijny, ale może być i inny, a może to być silnik hybrydowy. Jednym poczucie sensu życia daje pasja poznania, innym nienawiść do sąsiada. Samobójca wysadzający się w powietrze w autobusie pełnym dzieci może mieć głębokie poczucie sensu życia. Pasja badacza wydaje się być ciekawszym sensem życia, terrorysta odpowie: jak dla kogo.

Opublikowaliśmy tu artykuł Sama Harrisa o dziesięciu mitach na temat ateizmu i ateistów. Zdaniem Harrisa, jeden z tych mitów , głosi, że ateiści uważają, iż życie jest pozbawione sensu. Czy rzeczywiście jest taki mit? Czytałem takie stwierdzenia wielokrotnie i mogę dać słowo honoru, że rzeczywiście taki mit pokutuje, jest nawet dość rozpowszechniony.

Jak się wydaje, ten punkt wzbudził więcej kontrowersji ze strony czytelników niż inne. Mity zazwyczaj opierają się na nazbyt szerokich generalizacjach, a równocześnie mają jakąś tam rzeczywistą podstawę. Dla kogoś uważającego, że jedynym źródłem sensu życia może być tylko wiara w istoty nadprzyrodzone, wątpienie w istoty nadprzyrodzone jest jednoznaczne z twierdzeniem, że życie nie ma sensu. Równocześnie takie twierdzenie może być podbudowane licznymi cytatami wypowiedzi ateistów stwierdzających, że ich zdaniem, nie ma niczego takiego jak z góry przypisany ludzkiemu życiu sens. Tak więc, ów mit trzyma się na całkiem realnych nieporozumieniach.

Harris odpowiada: Ateiści najczęściej są całkiem pewni, że życie jest drogocenne. Życie jest nasycane sensem poprzez przeżywanie go prawdziwie i w pełni. Nasze relacje z tymi, których kochamy, są już teraz pełne sensu; nie muszą trwać wiecznie, by go uzyskać. Ateiści mają skłonność do uznawania tej obawy o bezsensowność za… cóż … bezsensowną.

Warto tu zwrócić uwagę, że autor używa określenia „najczęściej” a nie określenia „wszyscy ateiści”. Łatwo to ograniczenie przeoczyć i wstąpić w szranki z okrzykiem „ateiści są różni”. A no są, i nie wydaje mi się, aby Sam Harris twierdził, że jest inaczej.

Jednym ze źródeł tego mitu jest systematyczne mylenie pojęcia „sens życia” z pojęciem „cel życia”. Pojęcie sensu jest bardzo nieokreślone. Podczas gdy dla wierzącego celem życia jest zazwyczaj zbawienie i życie wieczne, ateizm (w zasadzie) wyklucza życie pozagrobowe. (Dodałem tu w nawiasie „w zasadzie” gdyż umiem sobie wyobrazić jakiegoś ateistę bajdurzącego o jakichś formach życia pozagrobowego.) Droga do tego celu prowadzi przez miłowanie Boga i (marginalnie oraz pośrednio) życzliwość wobec bliźniego. Ateizm zakłada, iż życie jest tylko jedno (tu i teraz) i wielu ateistów powiada, że relacje z innymi są ważne same w sobie oraz mogą dostarczać nam poczucia sensu, czyli mogą nadawać treści naszemu życiu.

Odczucie „życie nie ma sensu” towarzyszy często ludziom w depresji, skłonnym do samobójstwa lub decydujących się na krok samobójczy. Badania nie wskazują na wyższą skłonność ateistów do depresji niż ludzi wierzących. Jeśli zatem będziemy definiowali ów „sens życia” jako coś bliższego zadowoleniu z życia niż „celu życia”, może okazać się, że wśród ateistów jest wyższy procent zadowolonych, co może być związane z całym szeregiem czynników. [ 1 ] (Wśród ateistów jest zdecydowanie większy odsetek zwolenników eutanazji niż wśród wierzących. Prawdą jest, że mamy w tej grupie wielu ludzi przekonanych, że w pewnych sytuacjach dalsze życie już nie ma sensu i mniej obawiających się śmierci niż nasi wierzący bliźni.)

Co wpływa na to, że wśród ateistów jest stosunkowo wysoki procent zadowolonych z życia? Po pierwsze wszystkie badania wykazują, że im wyższe wykształcenie w danej grupie, tym wyższy procent ateistów. Ta korelacja prowadzi również do statystycznie częstszego zadowolenia z pracy, do statystycznie wyższych zarobków, do bardziej wyszukanych form spędzania czasu wolnego, do atrakcyjniejszych form kontaktów międzyludzkich. Z wykształceniem i pozycją społeczną wiąże się jednak również wzrost aspiracji, co dla odmiany może prowadzić do nasilenia frustracji.

Czy wolno stawiać znak równości między zadowoleniem z życia i sensem życia? Wielu wierzących może to skłaniać do oskarżeń o nihilizm. W niektórych religiach radość życia jest zjawiskiem wielce podejrzanym.

Ateista znajduje sobie cele, które nadają jego życiu sens. Możemy powiedzieć, że nie inaczej zachowuje się fanatyk religijny, który spełnia się w mordowaniu innych. Problem wydaje się polegać na tym, że w tym poszukiwaniu celu nadającego sens życiu, w zachowaniach ateusza możemy zaobserwować znacznie więcej własnych przemyśleń i wolnej woli, fanatyk religijny wydaje się być znacznie częściej bezwolnym narzędziem w rękach manipulatorów.

Wyłania się tu jednak inny problem: indywidualizm versus kolektywizm. Ateiści są z reguły indywidualistami, a grupowy konformizm daje całkiem sporo poczucia bezpieczeństwa i wsparcia ze strony grupy. Można się tu zastanawiać, czy ów konformizm grupowy daje poczucie sensu, czy raczej skłania do rezygnacji z pytań o sens życia i do biernej akceptacji przypisania przez los.

W sumie jednak, nieporozumienia wokół tego akurat punktu artykułu Harrisa wynikały głównie z niewłaściwego odczytania intencji autora. Częste stwierdzenia wierzących o tym, iż zdaniem ateistów życie nie ma sensu, są faktem, ale i skrótem myślowym powodującym przekłamanie, gdyż co innego znaczy „życie nie ma sensu”, a co innego „uważam, że życie nie ma żadnego z góry przypisanego sensu”.

Dwa inne punkty wzbudziły również niepokój czytelników – związek ateizmu z nauką i z moralnością. Ateizm nie musi mieć związku z nauką – pisze jeden z czytelników. Święta prawda, ale znów mamy tu do czynienia z pewnymi wielkościami statystycznymi. Większość ateistów odkrywa słabości dowodów prawd religijnych poprzez konfrontowanie ich z wiedzą dostarczoną przez naukę. Natomiast mit, z którym walczy Harris to twierdzenie: „Ateizm nie ma żadnego związku z nauką”. No cóż, twierdzenia o braku związku ateizmu z nauką podpierane są „dowodami” w postaci wierzących naukowców. Innymi słowy, przekaz ten zdaje się głosić, że akceptacja nauki nie musi prowadzić do ateizmu. Z jednej strony wielu ludzi akceptacja nauki prowadzi do ateizmu, z drugiej, u wierzących z reguły znajdujemy jakieś zastrzeżenia typu: no tak, ale ewolucją ktoś steruje, albo: jakaś wyższa inteligencja stworzyła prawa fizyki. Jednak jak się wydaje biblijne (czy inne religijne) prawdy o świecie nieodmiennie podważane są przez empirię, natomiast religia nie dostarczyła nam żadnej prawdy o otaczającym nas świecie. Ergo nauce nie jest potrzebny Bóg, chociaż inteligentni ludzie religijni nie całkiem mogą obejść się bez nauki. Można się zastanawiać nad refleksją księdza Tischnera, który uważał, że źli księża skłonili więcej ludzi do ateizmu niż nauka, ale pozostaje fakt, że religia nauki się obawia, a ateizm zgoła przeciwnie. (Co nie oznacza, że nie ma ateistów opowiadających się np. za pseudonauką.)

Problem moralności wydaje się jeszcze bardziej skomplikowany. Mit, który kwestionuje Sam Harris głosi, że ateizm nie dostarcza żadnych podstaw moralności. Takie twierdzenia wypowiadane są bardzo często. Oparte są one na dwóch założeniach, pierwszy, że wszelkie dobro pochodzi od Boga, drugi, że ateizm jest wyłącznie negacją. Jeśli założymy, że wszelkie dobro pochodzi od Boga, to człowiek odrzucający Boga automatycznie traci wszelkie podstawy moralności. Faktem jest, że ateizm nie jest żadną spójną doktryną i nie posiada katechizmu. Etyka niezależna, jaką znajdujemy już w filozofii greckiej, jest starsza od Nowego Testamentu. W dyskusjach o moralności nie ma potrzeby odwoływania się do Boga. To, co wzbudza obawy wierzących, to fakt, że o moralności mogą dyskutować wszyscy, a nie tylko teolodzy czy posiadacze święceń kapłańskich. Ateizm jako taki nie dostarcza gotowych norm moralnych, te płyną po części z biologii (ewolucyjne pochodzenie moralności), tradycji prawnej, refleksji filozoficznej, ale również tradycji religijnej.

Mity o ateistach, podobnie jak mity o innych grupach, bazują na niedostatecznej znajomości tej grupy i wynikają z nazbyt szerokich uogólnień. Tego typu pochopne uogólnienia są typowe dla naszego gatunku. Takie mity prowadzą do stereotypów i przesądów, które nieodmiennie dają nam fałszywy obraz rzeczywistości i nieodmiennie ograniczają możliwości spotkań z ciekawymi i sympatycznymi ludźmi ( a spotkania z ciekawymi i sympatycznymi ludźmi dostarczają sporo sensu życia).

Dla mnie osobiście wzorem człowieka porządnego jest katolik Władysław Bartoszewski, a człowiekiem budzącym wyjątkowe obrzydzenie jest ateusz Bronisław Wildstein. Może to i dobrze, że świat nie jest czarno-biały, bo nigdy byśmy się nie dowiedzieli, że czasem jesteśmy daltonistami.

Próba zdementowania mitów o ateistach spotkała się również z ciekawą (a zarazem dość typową) reakcją obronną jednego internautów:

Czytając temu podobne teksty żygać się chce. Mity mitami, a i tak ateiści są najinteligentniejsi, najmoralniejsi, najhumanitarniejsi i... długo, naprawdę długo by wymieniać. Poza tym mają monopol na naukę a to w dzisiejszych czasach pozwala manipulować i "oświecać" ciemnogród wzdłuż i wszerz (sic!) Afreudysta

Wydaje się, że część mitów o ateistach wymienionych przez Sama Harrisa, ma swoje źródło nie tylko w bardzo ograniczonej wiedzy, ale i w lęku, przed poddaniem swoich wartości krytycznemu spojrzeniu. No cóż, chciałoby sie powiedzieć: nie lękajcie się, bo strach może prowokować odruchy wymiotne i inne dolegliwości.

Jedno pewne – ateizm nie przeszkadza w cieszeniu się życiem, a religia potrafi, i to jak.


Przypisy:
[ 1 ] Badania wykazują, że zarówno bardzo zdeklarowani ateiści jak i silnie wierzący mają mniejszą skłonność do klinicznych depresji niż osoby niepewne co do swoich przekonań.

Zobacz stronę w oryginale: Ateista i sens życia

...Watykan na temat pedofilów w Kościele...

"debatowali - jak lepiej ukrywać fakty,jak skuteczniej zastraszać ofiary,jak więcej wyciągnąć kasy...."

W Watykanie odbyła się kolejna narada z udziałem przedstawicieli m.in. episkopatów oraz duchowieństwa krajów anglosaskich na temat pedofilii w Kościele . (...2 000 lat molestują dzieci-I dopiero teraz zaczęli debatować. q..., ale banda...)

Jednym z tematów obrad był ogłoszony niedawno raport o nadużyciach i seksualnym wykorzystywaniu w katolickich placówkach oświatowych w Irlandii od lat 30. do 90. ubiegłego wieku.
(przeczytajcie raport komisji, powołanej w Irlandii do sprawy "działalności" w ostatnim 40-leciu sierocińców prowadzonych przez kler katolicki. Horror!!! Przy tych "sługach bożych" hitlerowcy to ministranci!)

Na rozmowy do Watykanu przybyli reprezentanci Kościołów z Australii, Anglii i Walii, Szkocji, Indii, Irlandii, Nowej Zelandii, Papui Nowej Gwinei i Stanów Zjednoczonych, a także Włoch, Chile i Ghany.(...
No pewnie, trzeba zewrzeć szeregi, aby obrona była skuteczniejsza. Zjawisko pedofilii w Kościele było zawsze, ale obecnie świeccy coś zaczynają po sądach chodzić i odszkodowań żądać. Nikt nie chce kasy tracić. Jak debatują to i skuteczne przeciwdziałanie znajdą, bez wątpienia! Nad innymi aspektami pedofilii debatować nie muszą, bo nie ma siły, która byłaby zdolna wymusić rzeczywiste działania przeciw pedofilii w tej instytucji. Nasze Państwo na pewno tego nie zrobi. A na Świecie, te państwa, które nie boją się KK rozwiązania już znalazły, właśnie normalne procesy sądowe i duże odszkodowania...)

Przedstawiciel Komisji do spraw obrony dzieci i młodzieży, działającej przy Konferencji Episkopatu USA, biskup Blase J. Cupich, powiedział, że uczestnicy narady mogli skonsultować się z przedstawicielami Watykanu, a także podzielić się doświadczeniami w rozwiązywaniu problemów i niesieniu pomocy ofiarom nadużyć.

- Pozytywnym faktem jest to, że ofiary się ujawniły i że my przyznaliśmy, że nadużycia stanowią część naszej historii i że czynimy wszystko, co możliwe, by stawić czoło konsekwencjom i wypracować nowy wzór wzajemnych relacji wewnątrz Kościoła - oświadczył arcybiskup Adelajdy w Australii Philip Edward Wilson.(...
... i wyjdzie z tego tyle, ile w sprawie współpracy duchowieństwa z bezpieką: że jako sędzia we własnej sprawie zamyka ją ostatecznie, alleluja i do przodu, baranki do domu, pasterze na komnaty!...)

"Skandal wywołany przez każdy nowy przypadek wykorzystywania seksualnego w Kościele ma pozytywny efekt dając innym ofiarom odwagę, by się ujawnić i odnawiając zaangażowanie samego Kościoła na rzecz położenia kresu krzywdom".(
według tego stwierdzenia, to każdego klechę pedofila na ołtarze trzeba by wynieść)

ZBRODNIE

Pedofilia wśród duchowieństwa należy do najokropniejszych. Zbrodnie na niewinnych wbrew własnemu systemowi: etyki, zawodu ale najważniejsze jest to iż zbrodniarzy się podejrzewa o niewinność zbyt łatwo przymykając oko. To ich pewnie nakręca jeszcze bardziej, a system ochronny wobec własnego środowiska, rzesze współwyznawców pokazują gdy się to dobrze rozpozna jakie to okropnie piekielne bagno żmij.


...o zbrodniach kleru w Irlandii...
Raport po angielsku jest tutaj

sobota, 6 czerwca 2009

30 lat hańby......

Odsłonięciem Krzyża-pomnika, mszą św. z udziałem Episkopatu Polski i najwyższych władz oraz całodziennym czuwaniem uczczono na pl. Piłsudskiego w Warszawie 30. rocznicę pierwszej pielgrzymki Jana Pawła II do Ojczyzny.

30 lat temu rozpoczęła się hańba

GRZECHY PONTYFIKATU:
1) Wzrost potęgi Opus Dei
2) Współpraca z CIA
3) Zatajanie pedofilstwa duchownych
4) Zwalczanie teologii wyzwolenia
5) Pochwała konkwisty
6) Działalność antysoborowa
7) Pozorny ekumenizm
8 ) Umacnianie absolutyzmu
9) Zakaz antykoncepcji
10) Zakaz aborcji i eutanazji
11) Utrzymywanie fikcyjnego celibatu duchowieństwa
12) Ortodoksyjny dogmatyzm
13) Masowa produkcja błogosławionych i świętych
14) Kontrowersyjne wyświęcenia
15) Doprowadzenie do absurdu kultu "bogini" Maryi
16) Kult zdrajcy św. Stanisława
17) Kult jednostki
18 ) Centralizacja Kościoła
19) Nakłanianie kobiet do rodzenia upośledzonych genetycznie oraz pochodzących z gwałtu dzieci
20) Utrzymywanie przyjacielskich relacji z afrykańskimi i południowo-amerykańskimi dyktaturami
21) Szowinizm
22) Homofobia
23) Interesy z organizacjami mafijnymi
24) beatyfikacja Alojzije Stepinaca popierającego ustaszowskie ludobójstwo podczas II wojny światowej, beatyfikacja José de Anchiete masowego mordercę Indian, beatyfikacja Jana Sarkandera wspierającego czystki religijne w Czechach, beatyfikacha założyciela mafijnego stowarzyszenia Opus Dei-Josemarię Escriva

kkkkkkk


piątek, 5 czerwca 2009

...watykan bankrutuje...


W Watykanie panuje stan alarmu z powodu złej sytuacji finansowej i debetu na kontach w rezultacie obecnego kryzysu gospodarczego - pisze w piątek włoski dziennik "Il Giornale".

Gazeta informuje, że w ostatnim czasie Gubernatorat Państwa Watykańskiego odnotował zmniejszenie wartości swych inwestycji dokonanych na rynku amerykańskim. Pochodzą one z czasów, gdy gubernatorem był amerykański kardynał polskiego pochodzenia Edmund Casimir Szoka.

Kiedy w 2006 roku kardynał Szoka odchodził na emeryturę, pozostawił pokaźne aktywa i inwestycje w banku Goldman Sachs - podkreśla dziennik. Dodaje, że uległy one znacznemu zmniejszeniu, a na kontach gubernatoratu pojawił się duży debet.

To rezultat - jak wyjaśnia "Il Giornale" - załamania na amerykańskich rynkach finansowych i zawirowań na rynkach międzynarodowych oraz zwiększenia wydatków na bezpieczeństwo papieża i Watykanu.

Majątek Stolicy Apostolskiej został "wystawiony na ciężką próbę" - stwierdza "Il Giornale" dodając, że jej budżet za rok 2008 został zamknięty deficytem w wysokości 9 mln euro.

Ponadto dziennik zwraca uwagę na spadek datków wiernych w wyniku skandalu pedofilii w Kościele w USA ( skandale związane z seksualnym wykorzystywaniem dzieci przez kapłanów doprowadziły do procesów, w których amerykańskie diecezje musiały wypłacić w sumie ponad 2 mld dolarów odszkodowań) oraz z powodu pogorszenia się sytuacji finansowej ludzi.

Artykuł kończy konstatacja o pilnej potrzebie reformy zarządzania watykańskimi finansami, tak by były one "bardziej skuteczne i przejrzyste".

O rany to już koniec?

Oj to dobra wiadomość.Po upadku tego badziewia,świat będzie lepszy i ludzie bogatsi i szczęśliwi.DAJ BOŻE!!!!

ALBO


Handel odpustami jest rozwiązaniem :-) Odpusty doczesna...całkowite...odpusty za grzechy, które popełni się w przyszłości ...Poza tym można palić heretyków i konfiskować ich majątki :-), obłożyć wszystkie kraje dziesięciną ...może jakaś wyprawa krzyżowa - przyłączyć się do morderczej krucjaty w zamian za obietnicę zbawiania ... opodatkować prostytutki - wszak to nic nowego - to tylko historia Kościoła Katolickiego, ja to bym poradził sobie , gdybym był papieżem :-)
.......bywalców burdeli! Kasyna gry,hazardzistów, alkoholików, alimenciarzy,cudzołożników,złodziei, damskich bokserów potrójnie!!!,leni,mami synków, ci wszyscy to wielcy grzesznicy !!! Niech podtrzymują, na extra poziomie innych chłopaków i ich super apartamenty !!!!

środa, 3 czerwca 2009

Panie Premierze!


Czy zagrożenie ze strony kościoła katolickiego, znane pod nazwą "symptom irlandzki", niczego pana nie nauczyło? Czy karmiąc kościół katolicki, nie zostaniemy pogryzieni we własne ręce? Przecież, oddając kościołowi coraz większe pole finansowo polityczne, uzależniamy się jako naród polski od władców Watykanu. Jeśli kościołowi zależy na szerzeniu swoich "wartości w szeregach związków zbrojnych, służb tajnych, to niech to czyni, lecz za własne pieniądze, nie finansujmy Ich. Proszę o wprowadzenie podatku wyznaniowego na wzór krajów, bardziej od naszego cywilizowanych.Usunąć Kościół z instytucji państwowych i budżetu...

I czy Polska niee jest krajem wyznaniowym ???????????????????

wtorek, 2 czerwca 2009

...Schetyna: szkolenia dla służb pielgrzymkowych - bezpłatne...


Szkolenia dla służb porządkowych pielgrzymek będą bezpłatne - zapowiedział wicepremier i minister spraw wewnętrznych i administracji Grzegorz Schetyna.

W lipcu ub. roku MSWiA wydało rozporządzenie nakazujące każdej osobie, która w jakikolwiek sposób kieruje ruchem na drodze, uzyskanie zaświadczenia uprawniającego do takich działań. Do tej kategorii należą też służby porządkowe pieszych pielgrzymek. Aby otrzymać zaświadczenie, pielgrzymkowy porządkowy musi przejść specjalne szkolenie zakończone egzaminem.

Takie szkolenie - według rozporządzenia - ma być organizowane przez Wojewódzki Ośrodek Ruchu Drogowego. Na początku maja media pisały, że koszt przeszkolenia jednej osoby wynosi kilkaset złotych. W przypadku dużych pielgrzymek, gdzie w służbach porządkowych pracuje nawet ponad sto osób, oznacza to wydatki rzędu kilkudziesięciu tys. zł.

- W związku z tym, że jest problem, czy organizatorzy pielgrzymek - ze względu na kryzys i problemy finansowe - będą mogli sobie pozwolić na szkolenie tych ludzi, poprosiłem marszałków, żeby prowadzili je policjanci w Wojewódzkich Ośrodkach Ruchu Drogowego i żeby w ramach dobrej współpracy z organizatorami pielgrzymek były one bezpłatne - powiedział szef MSWiA.

Schetyna dodał, że jest to jego decyzja i "będzie ona egzekwowana", a pielgrzymkowe służby porządkowe "spokojnie mogą się szkolić, bo bezpieczeństwo jest najważniejsze".

....... Jak to bezpłatne,. Ktoś przecież tym policjantom i pracownikom tych ośrodków płaci za wykonywaną pracę i to wcale niemałe pieniądze.. Wiadomo kto płaci ., płaci Skarb Państwa i Samorządy, czyli my wszyscy. Dlaczego ja mam finansować uprawnienia jakichś organizatorów pielgrzymek kościelnych. Jak chcę uzyskać kartę rowerową, motorowerowa tudzież obojętnie jaki dokument muszę za niego zabulić, jak za "woły" z własnej kieszeni. Dlaczego organizator pielgrzymki nie ponosi z tego tytułu żadnych kosztów. Nawet za wydanie tych "dokumentów". Przecież to wszystko kosztuje a kościół , w poszczególnych parafiach zebrał już na ten cel stosowne środki. Nie można w tak oczywisty sposób kpić z podatników, wszak kościół to kościół a Państwo to państwo i zgodnie z Konkordatem każdy idzie swoją pielgrzymką i jedzie swoją autostradą. Panie prokuratorze Generalny, czy postępowanie ministra Schetyny zwalniające organizatorów pielgrzymek od wnoszenia stosownych opat za szkolenie i wydanie odpowiednich dokumentów jest zgodne z obowiązującym prawem,m czy też zgodnym z tym prawem nie jest......


.....Nie dość, że szkolenia będą finansowane z naszych podatków, to jeszcze w zamian za to, będą blokować publiczne drogi i zanieczyszczać przydrożne rowy i lasy. I nie piszcie że, to z podatków większości, czyli katolików. Zróbmy podatek wyznaniowy, to szybko się okaże, jaką katolicy są "większością"........